Zimno, ciepło, deszcz, słońce i... zwolnienie.
Nakichało na mnie kilkoro dzieci, bo mamom ciężko wytłumaczyć, żeby nawet z katarem siedziały w domu.
No i tradycyjnie - od gardła się zaczęło. Najpierw lekko drapało, potem zaczęło swędzieć, aż w końcu zeszło na krtań i już nie było zabawnie. Zatkane zatoki. Standard.
Poszłam zatem do pani doktor dwa dni przed czasem i zostałam udomowiona do końca marca.
Z przyjemnych rzeczy - widziałam maluszka :) Ma już 5,5cm, ruszał rączkami i nóżkami. Miałam wręcz wrażenie, że tańczy sobie w najlepsze. A ja tak się obawiałam tej wizyty. Bałam się, że nie zobaczę bijącego serduszka, że maleństwo nic nie urośnie, że będę mieć złe wyniki. Ale na szczęście wszystko jest dobrze.
Wracam więc do łóżka, by kurować schorowane ciało. A potem ponadrabiam wreszcie wszystkie zaległości.
PS To już dwunasty tydzień :)
czwartek, 15 marca 2012
wtorek, 6 marca 2012
Jeszcze się wyrobiłam
Dziś Europejski Dzień Logopedy, chciałam więc złożyć sobie życzenia.
Dziękuję bardzo :-)
Ależ proszę!
Dziękuję bardzo :-)
Ależ proszę!
środa, 22 lutego 2012
Czas
Nie wiem, jak to jest możliwe, że jest już końcówka lutego. Naprawdę jestem tym niezmiernie zdziwiona. I ani się człowiek spostrzegł, a tu już połowa 10. tygodnia. Szok!
W piątek byliśmy z mężem u pani doktor. Wizyta trwała naprawdę długo, bo pani doktor nie zgadzały się parametry dziecka z jej tabelkami. Ja nadal twierdzę, że trzeba jakieś dwa tygodnie odjąć, ale kłócić się nie będę. Badanie i rozmowa przeciągnęła się do 45 minut, czułam, że panie w poczekalni wyklęły mnie na wszelkie możliwe sposoby i wysłały do diabła, ale trudno. Ja też płacę za wizytę.
Najważniejsze, że mąż wreszcie zobaczył nasze Serduszko. Ja tym razem widziałam niewiele, ale nie zapomnę wyrazu twarzy męża :)
Z nowości - pojawił się ból w krzyżu (już słyszę głosy znajomych: "nie masz czegoś takiego jak krzyż!") oraz zaparcia; szefowa dowiedziała się o ciąży (nie ode mnie, ale to jeszcze do wyjaśnienia); znalazłam dobrą szkołę rodzenia w moim mieście (ale jeszcze nie orientowałam się cenowo).
Mdłości - nadal obecne, raz bardziej dokuczliwe, raz mniej. Pomaga sok z pomarańczy i mandarynki.
Mąż troskliwie opiekuje się brzuchem, zaczął nawet ostatnio z nim rozmawiać.
A ja z utęsknieniem wypatruję pierwszych znaków wiosny.
W piątek byliśmy z mężem u pani doktor. Wizyta trwała naprawdę długo, bo pani doktor nie zgadzały się parametry dziecka z jej tabelkami. Ja nadal twierdzę, że trzeba jakieś dwa tygodnie odjąć, ale kłócić się nie będę. Badanie i rozmowa przeciągnęła się do 45 minut, czułam, że panie w poczekalni wyklęły mnie na wszelkie możliwe sposoby i wysłały do diabła, ale trudno. Ja też płacę za wizytę.
Najważniejsze, że mąż wreszcie zobaczył nasze Serduszko. Ja tym razem widziałam niewiele, ale nie zapomnę wyrazu twarzy męża :)
Z nowości - pojawił się ból w krzyżu (już słyszę głosy znajomych: "nie masz czegoś takiego jak krzyż!") oraz zaparcia; szefowa dowiedziała się o ciąży (nie ode mnie, ale to jeszcze do wyjaśnienia); znalazłam dobrą szkołę rodzenia w moim mieście (ale jeszcze nie orientowałam się cenowo).
Mdłości - nadal obecne, raz bardziej dokuczliwe, raz mniej. Pomaga sok z pomarańczy i mandarynki.
Mąż troskliwie opiekuje się brzuchem, zaczął nawet ostatnio z nim rozmawiać.
A ja z utęsknieniem wypatruję pierwszych znaków wiosny.
czwartek, 9 lutego 2012
Co na mdłości?
Jak w temacie.
Poratujcie dobre kobiety, jak radziłyście sobie ze wstrętem do jedzenia (w jakiejkolwiek formie) o poranku?
Z rana każdy zapach wywołuje u mnie odruch wymiotny. Taki stan rzeczy trwa do około południa, kiedy już jestem w pracy, a tam nie zawsze mam czas na jedzenie.
Uspokajam zawczasu - zmuszam się do jedzenia śniadania, proszę nie podnosić alarmu. Ale za każdym razem istnieje obawa, że zobaczę je ponownie. To śniadanie.
Pytanie proste, mam nadzieję na szybki odzew, bo nie chcę zagłodzić mojego Kreseczki :)
Poratujcie dobre kobiety, jak radziłyście sobie ze wstrętem do jedzenia (w jakiejkolwiek formie) o poranku?
Z rana każdy zapach wywołuje u mnie odruch wymiotny. Taki stan rzeczy trwa do około południa, kiedy już jestem w pracy, a tam nie zawsze mam czas na jedzenie.
Uspokajam zawczasu - zmuszam się do jedzenia śniadania, proszę nie podnosić alarmu. Ale za każdym razem istnieje obawa, że zobaczę je ponownie. To śniadanie.
Pytanie proste, mam nadzieję na szybki odzew, bo nie chcę zagłodzić mojego Kreseczki :)
wtorek, 7 lutego 2012
Koszmarny weekend
Ogólnie nic mi nie jest. Zgaga potworna - norma. Utrata powonienia - norma. Brak apetytu - norma (lęk przed zgagą i mdłościami?). Kłucie w brzuchu - norma.
Ale różowawa wydzielina na wkładce przekroczyła już granice normy (według mojej prywatnej skali normalności).
I tak oto niedzielnym wieczorem wylądowałam spanikowana na oddziale położniczo-ginekologicznym. Na szczęście moja pani doktor miała tego dnia dyżur. Obejrzała podaną wkładkę, pogrzebała gdzie pogrzebać miała i zawyrokowała - norma. Ale dla pewności kazała łykać Duphaston i stawić się po zwolnienie w wypadku dalszego brudzenia wkładek. No i skakać nie pozwoliła. I za busami biegać też nie.
Odetchnęłam z ulgą i pobiegłam pokazać mężowi pierwsze zdjęcie naszego potomka.
Ale różowawa wydzielina na wkładce przekroczyła już granice normy (według mojej prywatnej skali normalności).
I tak oto niedzielnym wieczorem wylądowałam spanikowana na oddziale położniczo-ginekologicznym. Na szczęście moja pani doktor miała tego dnia dyżur. Obejrzała podaną wkładkę, pogrzebała gdzie pogrzebać miała i zawyrokowała - norma. Ale dla pewności kazała łykać Duphaston i stawić się po zwolnienie w wypadku dalszego brudzenia wkładek. No i skakać nie pozwoliła. I za busami biegać też nie.
Odetchnęłam z ulgą i pobiegłam pokazać mężowi pierwsze zdjęcie naszego potomka.
![]() |
| PS Widziałam serduszko i jestem niemal pewna, że pukało do mnie uspokajająco "nie martw się mama, jestem tutaj i nigdzie się nie wybieram" :) |
poniedziałek, 30 stycznia 2012
niedziela, 29 stycznia 2012
Przekazywanie nowiny
Czy istnieje jedyny, najlepszy sposób na przekazanie tej wiadomości?
Można w euforii rozesłać mmsy ze zdjęciem dwóch kresek o 6 rano.
Można zebrać grono rodzinne, które przy takim spędzie samo się domyśli.
Można wreszcie usiąść pod ciepłym piecem i powiedzieć po raz pierwszy "Babciu".
Okazuje się, że każdy sposób jest dobry, ponieważ na TĘ nowinę wszyscy reagują tak samo :)
Piękny dziś dzień, nieprawdaż? :)
Można w euforii rozesłać mmsy ze zdjęciem dwóch kresek o 6 rano.
Można zebrać grono rodzinne, które przy takim spędzie samo się domyśli.
Można wreszcie usiąść pod ciepłym piecem i powiedzieć po raz pierwszy "Babciu".
Okazuje się, że każdy sposób jest dobry, ponieważ na TĘ nowinę wszyscy reagują tak samo :)
Piękny dziś dzień, nieprawdaż? :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
